...........................................................................
*oczami Harrego*
Obudziłęm się niezwykle wypoczęty. Wczoraj miałem ciężki dzień. Po mojej głowie wędruje Megan, coś czuję że tak łatwo się nie poddam i wystartuję do niej. To cudowna dziewczyna, znamy się bardzo krótko, ale czuję się przy niej tak swobodnie. Nie tak jak z moimi byłymi dziewczynami, to nie to samo. Ona jest taka.. taka wyjątkowa. Czerowne włosy dodają jej jedynie uroku osobistego. Zgrabne nogi, smukła talia, kobiece rysy twarzy, po prostu ideał dziewczyny.
Taki zamyślony leżałem w swoim łóżku już dobre pół godziny i dalej bym leżał gdyby nie wolanie z dolu chłopaków. Coś się dzieje. Załorzyłem na siebie jakieś ciuchy i popędziłem na dół. Na parterze po prostu masakra. Niall gonie Zayna, Zayn cały uśmiechnięty ucieka blądasowi z jego kanapką i gonią się po całym salonie. Louis ogląda kreskówki przegryzając marchewką, a Liam prubuje zapanować nad sytuacją i uspokoić blondaja i mulata. Ale coś mu chyba nie wychodzi, no cóż. Wariaci, tego nie ogarniesz. Ja tylko skokojnie udałem się do kuchni, wyciągnąłem sobie kromeczki i zrbiłem dla siebie pyszne sandwiche. Z jedzonkiem udałem się na kanapę do Louisa i oglądaliśmy razem kreskówki. A ci wariaci dalej gonili się po domu. Bieny Liam usiadł koło nas zrezygnowany i zaczą czytać jakieś durne gazety, które nie mają za grosz prawdy.W pewnym momęcie nie wytrzymałem ich krzyków, bo głowa mi już nawalała. Wstałem i krzyknąłem -Chlopaki!-całkiem donośnie, a ci się zatrzymali zarz przede mną.
-Spokuj, ok? powiedziałem już cicho i spokojnie na co ci tylko wybuchli śmiechem. Blondasek skorzystał z sytuacji i odebrał Zaynowi swoją włąsność, poczym zjadł ją całeą na raz. Troche się zdziwiłem niby tyle już się znamy a on nadal mnie zadziwia.
*oczami Meg*
Leżę sobie na polanie i śpiewam, brzdąkam na gitarze. Kwiaty, wszędzie pełno kwiatów. Całe gamy kolorów. Czuję się taka wolna, czuję, że mogę tutaj wszystko, wszystko i nic. Śpiewam piosenki One Direction, te wolne, te pełne uczucia, miłości. Jest wspaniale, słychać tylko szum trawy, ciche śpiewy ptaków. Co jakiś czas przeleci taki jeden nade mną. Albo jakiś motyl, ze skrzydłami ubarwionymi w różne kolory wzory, cud miód. Spoglądam na chmury doszukuję się kształtów wśród nich. Jest orzeł, małe delfinki wyłaniające się z fal. Obracam głowę, obok leży chłopak. Bardzo przystojny, nie widzę go dokładnie. Tylko że jest dobrze zbudowany, te mięsnie. Ohy i Ahy. Patrzy się na mnie powoli wyłania się z mgły, kt óra do tej pory przsłaniała jego twarz. To Harry, bujne brąz loki, smukła sylwetka, wysoki, wysportowany. Zabójczo przystojny, ideał. Szepcze cicho do mnie ale nic nie słyszę widze jedynie jak porusza swoimi pełnymi wargami tworząc słowa. Szept, coraz glośniej. Jeszcez trochę i usłyszę. Przestaje zamyka usta. Przybliża się do mojej twarzy, jest coraz to blizej. Odległość między naszymi ciałami jest coraz mniejsza. W jego pieknych zielonych oczmi widzę małe świecące iskierki jakby bał się. Bał się czy nie robi czegoś co mogłoby mnie skrzywidzić. Nagle nasze wargi się stykają. Chłopak całuję czule. Powoli odrywa się ode mnie. Obraz jest coraz bardziej rozmyty już widzę tylko rysy jego ciala. Zanurza się we mgle. Słyszę ciche głosy...
-Wstawaj Meg! wstawaj śniadanie śpiochu! - to zdecydowanie moja kochana siostrzyczka przewrywa mój piękny sen.
- Nie chce wstawać Jess. - burnęłam i schowałam się pod kądrą, ponieważ w pokoju bylo bardzo jasno, a moje oczy nie były jeszcze przyzwyczajone do światła.
- Ale jest już 13;26, myślałąm że pójdziemy na spacer czy coś. A ty jeszcz nawet nie wstałaś noo. - Usiadła zrezygnowana, ręce skrzyżowała na piersiach i udawała focha. Sidziała ze schyloną glową. Najwyraźniej czekała na moją reakcję.
- No dobra Jessie, już wstaję. Tylko już się nie fochaj na mnie. przyjdę do ciebie jak bede gotowa. Ok?
- Ok, śniadanie czeka na stole. Wyszła zamykając za sobą drzwi. Wstałam, rzeczywiście było w pół do drugiej. Jak ja mogłam tyle spać, przecież nie poszlam spać aż tak poźno. Ale co tam ważne, że jestem wyspana i w pelni wypoczęta. powoli zwlekłam się z łóżka. Pościeliłam je, w końcu nigdy nie wiadomo czy ktoś do ciebie nie przyjdzie, co? Otworzyłam drzwi balkonowe na oścież i wyszłam jeszcze w piżamie, żyby sprawdzić jak dzisiaj jest ciepło. Żeby potem móc ubrać się adekwatnie do pogody. Kolejny dzień a pogoda dalej sprzyja, coś czuję że to cisz przed burzą. Chwile pobędzie ciepło a potem sru, deszczowy tydzień. Bo to w końcu Londyn. Tutaj ładna pogoda nigdy nie trwa wiecznie. Podlałam jeszcze tylko moje kwiatki i weszlam do środka. Z szafy wyciągnęłam ten zestaw, o dziwo szybko udało mi się go dobrać co jak na mnie jest dość dziwne. Zawsze dużo czasu spędzam n awybór stroju. Poszłam do łazienki, umyłam ząbki, wzięłam szybki prysznic jak co rano. Rozczesałam dokładnie moje długie czerwone włosy. Coś czuję żę chyba przefarbuję je na brąz, ale to jeszcze nie teraz. Zaplotłam je w kłosa i zrobiłam lekki makijaż, taki codzienny. Chyba jestem gotowa, jeszcze tylko wpakowac potrzebne rzeczy do torebki. Aa.. Zapomniałabym jeszcze śniadanko.Zostawiłam rzeczy na łóżku i zeszłam na dół. Na stole czekał na mnie talerz z kolorowymi kanapeczkami. Ooo.. Jess chyba mnie kocha, bo zrobiła mi takie pyszne sandwiche. Jedząc czytałam jakieś czasopismo, różne bzdury i za grosz prawdy, teraz tak już jest. Boska Tay ma nowego chłopaka! i takie inne, nigdy nie wiadomo czy to prawda. Śniadanko zjedzone, odłożyłam talerz do zmywarki i udałam się na piętro do mojego pokoju po torebkę. Prosto z mojego pokoju do siostry. W jej pokoju siedziała sama na łóżku i czytała książkę, a "Igrzyska Śmierci" mianowicie. Też ją przeczytałam, wszystkie części. Jessie wyglądała cudnie, w tych kolorach jej do twarzy.
-Zbieraj się Jess, jestem gotowwa i możemy już wychodzić. - uśmiechnęłam się do niej tylko, a ona odłożyła książkę na szafkę, wzięła torebkę i wyszłyśmy spacerkiem w stronę parku. Po drodze wstąpiłyśmy do Starbucks'a i kupiłysmy sobie po karmelowym frappucinie. Dalej spacerowałyśmy sobie w ciszy. Czasami tylko coś porozmawiałyśmy na jaieś bezsensowne tematy. Po jakiś 2 godzinach wróciłysmy do domu.
-Zbieraj się Jess, jestem gotowwa i możemy już wychodzić. - uśmiechnęłam się do niej tylko, a ona odłożyła książkę na szafkę, wzięła torebkę i wyszłyśmy spacerkiem w stronę parku. Po drodze wstąpiłyśmy do Starbucks'a i kupiłysmy sobie po karmelowym frappucinie. Dalej spacerowałyśmy sobie w ciszy. Czasami tylko coś porozmawiałyśmy na jaieś bezsensowne tematy. Po jakiś 2 godzinach wróciłysmy do domu.
***
Ja poszłam po moją gitarę do swojego pokoju i zmieniłam ciuchy, co by tamtych nie zniszczyć. Wzięłam sobie jabłko z kuchni i wyszłam w stronę małego lasku w mojej okolicy. Gdy byłam młodsza bawiłam się tam z siostrą. Zrobiłysmy razem tam taką prowizoryczną huśtawkę. Miejsce zdala od ludzi, aut. Słuchac tu mozna jedynie szum wody, dzwiękizwierząt, szelest liści i śpiewy ptaków. Usiadłam na huśtawce i zaczęłam sobie podspiewywać piosenki. Po jakimś czasie dołączyłam do tego gitarę. Śpiewałam, grał - to właśnie to co kocham. Jeszcze długo była bym w transie gdyby nie wibracje telefonu. Wyciągnęłąm komórkę z kieszni spodni i sprawdziłam sms ; Mógłbym do cb wpaść? Nudy wszędzie -.- Harry xx Gdy tylko przeczytalam wiadomość uśmiech sam wpadł mi na mordkę. Czemu ja na niego tak reaguje ja się pytam? Napisałam mu gdzie jestem, czekałam aż się zjawi.
*oczami Harrego*
Nudziłem się niemiłosiernie. Nic nie wpadło mi do głowy co właśnie mógł bym robić. Nawet grać na konsoli mi się nie chciało. Niall wcinał żelki, Lou pocinał z Liamem w tennisa na konsoli. A Zayn? A Zayn pewnie właśnie przegląda się w lusterku i poprawia jak zawsze perfekcyją fryzurę. Dzień jak co dzień. Napisałem do Meg. Odpisała niemal natychmiast, gdy odczytałem odpowiedż usmiech wtargnęł na moją twarz.
-Coś taki uchachany? Hm? - przysiadł się do mnie Zayn, on to zawsze wyczai odpowiedni moment do rozmowy.
-Nic, tylko gadam z Megan, zaraz bedę wychodzić. -wstałem nie czekając na odpowiedź z jego strony i wyszedłem z domu w stronę lasu. Tam miała być Megan. Po drodze wpadłem do kwiaciarni i kupiłem Meg różę. Postanowiłem jej wyznać to co czuję. Czuję, że ją kocham, gdy jej nie ma tęsknię, tęsknię za jej dotykiem, anielskim głosem, za wyglądem, za nią całą. chcę być przy niej, jak długo się da. Już dochodziłęm na miejsce, byłem już w lesie. usłyszałem piękny śpiew i gitarę. Piękny głos , brzmi trochę jak Megan. Nie mówiła nam nigdy, że śpiewa? A co dopiero gra na gitarze. Z kazdym dniem mnie zadziwia coraz bardziej, ale kocham ją za to z każdym dniem mocniej. Jakby uczucie rosło w moim sercu. Ale czy ona odwzajemnia moje uczucia? Mam nadzieję, że tak. rozwiałem z głowy złe myśli. Głoś był coraz głośniejszy, coraz dokładniej słyszałem gitarę. Stanąłem za nią, niczego nie usłyszała. Zakryłem jej oczy swoimi rękami i uca,owałem w policzek.
-Kto to? Hm... ?
*oczami Megan*
Gram sobie na gitarzę i podśpiewuję piosenki, czekając na Harrego. Nagle czuję miekkie i duże dłonie na moich oczach. Po chwili pytanie, ten zachrypniętty głos. Wszędzie go rozpoznam, Harry. Odłożyłam z boku instrument i odwróciłam się do niego. Zielone oczy przepełnione iskierami a w dłoniach róża. Piękna różowo biała, moja ulubiona. Daje mi ją, szeptem mówię mu dziękuję. Uśmiecha się, na policzkach ukazują mu się urocze dołeczki. Takie słodkie że że.. nie mam na nie słowa. Dałam mu buźaka w policzek. Miałam ochote włąśnie teraz wyznać mu co czuję. Jest jednak obawa czy on też?
-Harry? Megan? - obydwoje zaczęliśmy w tym samym momencie, urocze.
-Ty pierwszy. - uśmiechnęłam się do niego.
*oczami Harrego*
Bitwa między jedną myślą a drugą. Jedna strona chce jej wszystko wyznać a druga się cofa. Usiedliśmy na ziemi, zaczęła coś nucić. Nie musieliśmy rozmawiać wystarczała nam swoja obecność. Rozumiemy się bez słów. Zacząłem śpiewać piosenkę, dobrze mi znaną. <dla zainteresowanych KLIK> To chodziło o to, żeby zrozumiała przekaz. Skończyłem, patrzyłem jej prosto Wziąłem głęboki oddech i zaczynamy.
-Megan.. ja nie wiem jak ci to powiedzieć..- głeboki oddech Harry i mów dalej, zacząłeś to teraz skończ - barzdo cię lubię, wiesz.. ja ja.. kocham cię Megan. - koniec teraz nie ma odwrotu.
-Harry ja też cię kocham. - tylko to usłyszałem a ta się wtuliła we mnie, całym ciałem przywarła do mnie. Odsunąłem ją od siebie i przybliżyłem swoją twarz do jej. Bliżej i bliżej, złączyłem nasze usta w pocałunku, całowałem czule, odwzajemniała pocałunki. Czułem się świetnie, myśl że ona też mnie kocha byłą wspaniała. Nawet mi przez myśl ine przeszło, że ona odwazjemnia moje uczucia. Powoli rozłączyłem nasze usta aby zaczerpnąć powietrza. Patrzyłem prosto w jej piękne brązowe oczy. Mógłbym tak cały dzień...
*oczami Harrego*
Nudziłem się niemiłosiernie. Nic nie wpadło mi do głowy co właśnie mógł bym robić. Nawet grać na konsoli mi się nie chciało. Niall wcinał żelki, Lou pocinał z Liamem w tennisa na konsoli. A Zayn? A Zayn pewnie właśnie przegląda się w lusterku i poprawia jak zawsze perfekcyją fryzurę. Dzień jak co dzień. Napisałem do Meg. Odpisała niemal natychmiast, gdy odczytałem odpowiedż usmiech wtargnęł na moją twarz.
-Coś taki uchachany? Hm? - przysiadł się do mnie Zayn, on to zawsze wyczai odpowiedni moment do rozmowy.
-Nic, tylko gadam z Megan, zaraz bedę wychodzić. -wstałem nie czekając na odpowiedź z jego strony i wyszedłem z domu w stronę lasu. Tam miała być Megan. Po drodze wpadłem do kwiaciarni i kupiłem Meg różę. Postanowiłem jej wyznać to co czuję. Czuję, że ją kocham, gdy jej nie ma tęsknię, tęsknię za jej dotykiem, anielskim głosem, za wyglądem, za nią całą. chcę być przy niej, jak długo się da. Już dochodziłęm na miejsce, byłem już w lesie. usłyszałem piękny śpiew i gitarę. Piękny głos , brzmi trochę jak Megan. Nie mówiła nam nigdy, że śpiewa? A co dopiero gra na gitarze. Z kazdym dniem mnie zadziwia coraz bardziej, ale kocham ją za to z każdym dniem mocniej. Jakby uczucie rosło w moim sercu. Ale czy ona odwzajemnia moje uczucia? Mam nadzieję, że tak. rozwiałem z głowy złe myśli. Głoś był coraz głośniejszy, coraz dokładniej słyszałem gitarę. Stanąłem za nią, niczego nie usłyszała. Zakryłem jej oczy swoimi rękami i uca,owałem w policzek.
-Kto to? Hm... ?
*oczami Megan*
Gram sobie na gitarzę i podśpiewuję piosenki, czekając na Harrego. Nagle czuję miekkie i duże dłonie na moich oczach. Po chwili pytanie, ten zachrypniętty głos. Wszędzie go rozpoznam, Harry. Odłożyłam z boku instrument i odwróciłam się do niego. Zielone oczy przepełnione iskierami a w dłoniach róża. Piękna różowo biała, moja ulubiona. Daje mi ją, szeptem mówię mu dziękuję. Uśmiecha się, na policzkach ukazują mu się urocze dołeczki. Takie słodkie że że.. nie mam na nie słowa. Dałam mu buźaka w policzek. Miałam ochote włąśnie teraz wyznać mu co czuję. Jest jednak obawa czy on też?
-Harry? Megan? - obydwoje zaczęliśmy w tym samym momencie, urocze.
-Ty pierwszy. - uśmiechnęłam się do niego.
*oczami Harrego*
Bitwa między jedną myślą a drugą. Jedna strona chce jej wszystko wyznać a druga się cofa. Usiedliśmy na ziemi, zaczęła coś nucić. Nie musieliśmy rozmawiać wystarczała nam swoja obecność. Rozumiemy się bez słów. Zacząłem śpiewać piosenkę, dobrze mi znaną. <dla zainteresowanych KLIK> To chodziło o to, żeby zrozumiała przekaz. Skończyłem, patrzyłem jej prosto Wziąłem głęboki oddech i zaczynamy.
-Megan.. ja nie wiem jak ci to powiedzieć..- głeboki oddech Harry i mów dalej, zacząłeś to teraz skończ - barzdo cię lubię, wiesz.. ja ja.. kocham cię Megan. - koniec teraz nie ma odwrotu.
-Harry ja też cię kocham. - tylko to usłyszałem a ta się wtuliła we mnie, całym ciałem przywarła do mnie. Odsunąłem ją od siebie i przybliżyłem swoją twarz do jej. Bliżej i bliżej, złączyłem nasze usta w pocałunku, całowałem czule, odwzajemniała pocałunki. Czułem się świetnie, myśl że ona też mnie kocha byłą wspaniała. Nawet mi przez myśl ine przeszło, że ona odwazjemnia moje uczucia. Powoli rozłączyłem nasze usta aby zaczerpnąć powietrza. Patrzyłem prosto w jej piękne brązowe oczy. Mógłbym tak cały dzień...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz